Gdzie w pisaniu jest wrażliwość?

Rozmawiam ostatnio z Mężczyzną, w którego przeobraził się ten taki głos w  środku, który wszyscy mamy. No i ten Mężczyzna się pyta z tą swoją taką pewnością, używając klasyki wypowiedzi: Ale o co Ci chodzi?

Ja: Ale co, co o co chodzi?

On: No jak to! O co Ci chodzi z tym pisaniem, w sensie że tego nie rozumiem. Przecież można np. coś ugotować, mogłabyś sobie na jakiś fitness pójść albo no wiesz – pojechać samochód umyć.

Ja: Wiesz, bo może się komuś przyda, a może z kimś zarezonuje, a może się nie przyda i co z tego.
A może ktoś przeczyta i się uśmiechnie, popłacze, czy coś. Może ktoś zobaczy ten zwrot,
to słowo, to zdanie.

On: No dobra. A co Ci to robi?

Ja: Myślisz, że potrzebuję terapii?

On: Nie, pytam z ciekawości.

Ja: Mężczyzna i ciekawość odnośnie tego co Kobieta myśli, czuje i robi – zastanawiające.

On: No weź, powiedz.

Ja: Masz jakąś sprawę?

On: He he, noooo, nie …

Ja: No dobra. Wiem co mi to robi. To mi robi … dobrze.

On: To jest dopiero zastanawiające.

Ja: Świetnie się czuję gdy piszę. To jest tak, jak bym dawała coś komuś od siebie i nie czuła że mi ubywa. Że to tak, że każdy coś dostaje. Że coś wiruje, że jest życie i lekkość taka, no wiesz. Jak się do tego zabieram, to długopis sam śmiga, jakbym nie mogła go zatrzymać. Moje myślenie o tym co napisać nie jest wtedy takie analityczne, tylko to jakoś się samo układa.

On: Poczekaj, poczekaj. Długopis?

Ja: Tak, tak, bo lubię klasycznie.

On: Ooooo, dobrze wiedzieć.

Ja: Ahhhh. Lubię klasycznie pisać – zeszyt, długopis. To jest prawie jak malowanie obrazów rozumiesz. Że coś masz w ręce i jest kartka i to samo powstaje. Że ja się nawet nie obejrzę, a to już jest.
Wiesz, tu jest ważne jaki mam nastrój, co tam mi w środku siedzi, jakie mam emocje, uczucia,
co się u mnie dzieje. I to samo kieruje, jak taniec taki wolny.

On: Tańczyć z długopisem?

Ja: Tak jakby. To coś przychodzi znienacka, z za rogu, zaskakuje mnie – w różnych momentach
i różnych sytuacjach. A ja czuję, że nie mogę się powstrzymać. Ostatnio np. byłam w wannie i moczyłam się w moim ukochanym oleju rzepakowym. Jak on pachniał i ta woda ciepła i zero myśli. I nagle bach, poczułam to. No i koniec relaksu, wyłazić z wanny. Pobiegłam do zeszytu, nie mogłam inaczej.

On: Nago, mokra?

Ja: Czy to jest teraz istotne? Napisałam i poszłam spać. Spokojna, lekka, spełniona.

On: I co, tyle?

Ja: Tak, to tyle.

On: Aha.

Hanna Wielechowska

Pozostaw komentarz